FelietonyPsychologia

Społeczeństwo bez twarzy?

Społeczeństwo bez twarzy?
Czas czytania: 3 minuty

Czy rzeczywiście tak jest?

By wytłumaczyć pojęcie tolerancji i akceptacji oraz różnicę między nimi, zacznijmy od swojego podwórka.

Zgrabne pośladki, pupa bez cellulitu, jędrna pupcia, pupunia, itp.

Takie oto tytuły bombardują nas w prasie kobiecej (i nie tylko). Dalej hasła: zdążysz jeszcze przed latem, bądź zgrabna jeszcze tej wiosny, sugerują nie tylko fakt, że ja jako potencjalna czytelniczka tych mniej lub bardziej wykwintnych periodyków jestem niezgrabna, na pewno mam cellulit i do tego muszę się koniecznie spieszyć, ażeby ten opłakany stan rzeczy niezwłocznie zmienić.

No cóż, delikatnie mówiąc nie tryska to optymizmem gdy spojrzę w lustro na swe rzeczywiste, oryginalne odbicie.

No właśnie, jako osoba pretendująca do miana inteligentnej, zaczynam drążyć ten problem i zgłębiać istotę różnic. Odpowiedź wydawałaby się oczywista, główna różnica polega na tym, że ja nie jestem top modelką, ani tym samym nie mogę stanowić żywej reklamy dla cudownych środków poprawiających wygląd w ciągu 6 tygodni.

Niemniej problem wydaje mi się być nieco inny.

Być może, należałoby się zająć wizerunkiem pośladków męskich. Ale cóż, tu „bibliografia” jest dość uboga, a poza tym nie widziałam nigdy w życiu męskiej pupy reklamującej żel aktywnie wyszczuplający zbyt okrągłe kształty.

Tym samym wracam do wywodu kobiecych tyłków.

Poruszam się środkami komunikacji miejskiej, więc często czekając na upragniony pojazd, oglądam wystawione w kiosku kolorowe tytuły. Co widzę? Tu pupa, tam pupa, duża pupa, mała pupa, pupa w stringach, pupa bez stringów, pupa ładna, pupa brzydka a pod nimi napisy informujące czytelnika do kogo przynależą poszczególne wizerunki pup.

I w taki oto sposób bezbłędnie jestem w stanie odróżnić pupę Shakiry od pupy Britney Spears nie bardzo wiedząc jaki obie panie mają kolor oczu, i jestem przekonana, że spotkawszy którąś z gwiazd na ulicy nie zorientowałabym się dopóki nie zerknęłabym na pupę zainteresowanej.

Mianowicie, dochodzę do wniosków, że dożyliśmy czasów, w których dużo częściej eksponowana jest tylnia część ludzkiego (najczęściej kobiecego) ciała niż twarz. I jakby giną ludzkie twarze, oczy, że o wnętrzu już nie wspomnę. W taki oto sposób stajemy się społeczeństwem bez twarzy, skupionym na własnej d….

Mimo wszystko, ja spoglądając w lustro właśnie pierwszą rzeczą, jaką zauważam jest moja twarz, moja buzia, moja gęba. I od razu widzę, jaki mam dzisiaj humor, czy się wyspałam, czy nie. I tak jak nie można chodzić cały czas tyłem, bo źle się to może skończyć, tak też nie można sprowadzać szczęścia człowieka do wyglądu tylko jednej części ciała, położonej na styku pleców i nóg.

Z pełną świadomością, mogę powiedzieć, że właśnie to nazywam akceptacją samego siebie.

Niestety, tutaj sprawy się komplikują. Akceptacja swojego ciała nie jest prosta, przede wszystkim we współczesnym środowisku, które często bez opamiętania dąży do utopijnej wizji idealnego świata, poruszając się w gąszczu zalewających nas zewsząd informacji.

Jesteśmy ludźmi

– mamy nieukrywaną potrzebę porządkowania informacji, tłumaczenia sobie swoich wad, tym samym wrzucając siebie do poszczególnych szufladek społecznych, wykonanych z tandetnej sklejki, w których bywa duszno. Bez mrugnięcia okiem, jesteśmy w stanie opisać przypadkowo spotkaną na ulicy osobę dziwakiem, zniewieścialcem, itp. Tolerancja w swojej matematycznej definicji dopuszcza do siebie myśl pewnych “odchyleń od normy” i w tym przypadku nauka znienawidzona przez większość uczniów daje nam poczucie swobody. Skoro mit jednakowości został już złamany przez dowody nauki…

Czemu nie umiemy przyjąć faktu różnorodności w społeczeństwie za logiczny?

Oliwia Milczarek

Udostępnij