ArtykułyFelietony

O kulturze chleba, która zanikła

O kulturze chleba, która zanikła
Czas czytania: 3 minuty

Pierwszym, co należałoby uczynić chcąc mówić o chlebie jest uświadomienie sobie, że nie mówi się wyłącznie o pokarmie.

I jakkolwiek każdemu jedzeniu można by starać się nadać element świętości, to jednak żadne nie niesie w sobie takiego sacrum jak chleb. Od wieków w kulturze ludowej jest on uważany nie tylko za podstawę żywienia ale i otaczany szacunkiem symbol.

I to właśnie na tej symbolice, na jej rozciągłości, pragnę się skupić. Z jednej bowiem strony chleb odnosi się do zwykłego pożywienia, czegoś codziennego i tak naturalnego jak powietrze. Z drugiej zaś, można widzieć w nim świętość, bogactwo czy nawet – jak u Reymonta – życie. Źródła większości tych rozumień zdają się być dwojakie: intelektualny przyczynek stanowi zapewne Biblia, zaś ludowy po prostu kultura chłopska i rzeczywistość w której przyszło ludziom żyć. I to właśnie zmianę tych dwóch czynników, z naciskiem na drugi, uważam za powód odejścia od tego co nazywam „kulturą chleba”.

Jak ją rozumiem? Jako zespół tradycji i przekonań odnoszących się do pieczywa.

Dawniej szacunek do chleba wyrażano w wielu czynach – przed przekrojeniem nowego bochenka kreślono na nim znak krzyża. Gdy chleb upadł, przy podnoszeniu należało go pocałować, a o wyrzucaniu czy marnowaniu nie było nawet mowy.

Nawet jeśli ktoś nie miał wystarczająco silnych zębów aby pogryźć twardą skórkę, musiał ją namoczyć i zjeść. Chlebem witano także przybyszy, a jego obecność w domu miała świadczyć o dobrobycie. Wzięcie ze sobą w podróż bochenka miało być talizmanem szczęścia, dlatego nie można go było spożyć aż do dotarcia na miejsce. Naturalnie jak wspomniałem wiązało się to po prostu z ówczesną rzeczywistością. Produkcja chleba była żmudna i stanowiła pewien cotygodniowy rytuał. Człowiek czuł też zapewne ogromne przywiązanie do każdego bochna, bowiem uczestniczył w procesie jego powstania często od etapu zasiania zboża, a już z pewnością od mielenia ziaren w żarnach. Dodatkowo przywiązanie to potęgowała bieda. Wielokrotnie słyszałem historie o trzymaniu chleba „pod kluczem” i porcjowaniu go tak, aby starczyło dla każdego, choć często był z tym problem.

Obecnie każda z powyższych rzeczy stanowi przeszłość i według wielu zdaje się dość antyczną historią.

Nie czuje się przywiązania do chleba, bowiem nie piecze się go, a kupuje. Nie dba się o to, aby nie marnować pieczywa – wyrzuca się je bez zastanowienia. Często widzi się też chleb leżący na podłodze czy chodniku i widok ten nikogo nie porusza. Z drugiej strony zauważyć można pewien trend powrotu do własnoręcznego wypieku w domowych warunkach. Wówczas chleb jest nie tylko zdrowszy i smaczniejszy, ale przez to, że „nasz” – bardziej szanowany. Naturalnie czujemy do niego większe przywiązanie, o czym pisałem wyżej. Poza tym, jest to po prostu pasja która potrafi pochłonąć i przy okazji wiele nauczyć. Zagłębiając się w świat pieczenia chleba nie tylko zdobędzie się praktyczne umiejętności ale i wiedzę (o zbożu, zakwasie i ostatecznie właśnie kulturze i historii). Polecam wszystkim pozwolić sobie na przygodę z domowym wypiekiem.

Udostępnij

Dodaj komentarz