Pocztówki – przez Austro-Węgry i Henryka Sienkiewicza na nadmorskie stragany

Czas czytania: 4 minuty W 1875 roku pocztówki zostały dopuszczone do międzynarodowego obiegu, a że zysk z ich produkcji był bardzo duży, część państw nałożyła monopol na ich produkcję.
Czas czytania: 4 minuty

Gdy listy odchodzą do lamusa, ustępując miejsca nowym technologiom komunikacyjnym, na nadmorskich straganach wciąż roi się od pocztówek. Kolorowych, prostokątnych kartoników o dualistycznej naturze – z jednej strony posiadających obrazek, a z drugiej przestrzeń do zapisania, do wyrażenia swoich myśli lub zwykłych pozdrowień. Czasem uroczych, czasem sprośnych, a zwykle prezentujących po prostu jakiś widok.

Umieszczając kartki pocztowe obok listów, rzadko zastanawiamy się nad ich genezą. Wbrew pozorom, pocztówki nie narodziły się w sposób naturalny, jako kolejny poziom powolnej ewolucji przesyłu wiadomości. Jeśli podróżując w czasie cofniesz się niewiele, bo tylko 200 lat w przeszłość i zapragniesz kupić pamiątkę dla mamy, nie kupisz pocztówki. Jeszcze nie. Więc kiedy i skąd wzięły się kartki pocztowe?

Austro-Węgry bastionem dobrego smaku

Mamy 1865 rok, V Niemiecką Konferencję Pocztową w Karlsruhe, ówczesny Poczmistrz Berlina, Heinrich von Stephan, proponuje wprowadzenie specjalnego kartonika do otwartej korespondencji. Pomysł ten nie spotyka się z aprobatą przede wszystkim ze względów obyczajowych. Bowiem, czy w dobrym smaku jest, aby listonosz mógł spojrzeć na treść prywatnej wiadomości? Pomysł ten jednak zaczyna kiełkować w głowach pocztowców i przedsiębiorców.  

Cztery lata potem, dzięki profesorowi Uniwersytetu Wiedeńskiego, Emanuelowi Hermannowi, zostaje wyemitowana pierwsza kartka pocztowa. 1 października 1869 roku ukazuje się niepozorny, żółty kartonik bez obrazka, z napisem „Correspondez – Karte” oraz węgierskim „Levelzesi”. W ten sposób poczta austrowęgierska jako pierwsza, wśród niemałego oburzenia pewnych kręgów społecznych, zrywa z absolutnym panowaniem zaklejanych kopert.

W dobrych okolicznościach

Mimo głosów pogardy dla nowej formy korespondencji, przez pierwsze trzy miesiące w całym Cesarstwie sprzedano 3 miliony kartek pocztowych. Wynalazek ten padł na bardzo podany grunt. Kartki były tanie, a wybuch wojny między Francją a Prusami sprawił, iż wielu żołnierzy chciało przekazać swoim bliskim informacje o sobie. Z całą pewności, wojskowa cenzura doceniała zwięzłą, otwartą formę wiadomości.

O dynamice powstawania przemysłu pocztówkowego świadczy też to, że już w 1870 roku zostaje wysłana pierwsza ilustrowana kartka pocztowa, a niespełna dwa lata później w Zurichu w Szwajcarii pojawia się pierwsza kartka z widokiem miasta. W tym samym roku karty pocztowe z widokami miast pojawiają się także w Cesarstwie Rosyjskim. Można rzec, że to pierwsze, właściwe pocztówki, mimo iż współczesne znacznie różnią się od nich układem. Aż do początku dwudziestego wieku, to część z ilustracją służyła do zapisywania, ponieważ na drugiej stronie mógł znajdować się wyłącznie znaczek i adres.

W 1875 roku pocztówki zostały dopuszczone do międzynarodowego obiegu, a że zysk z ich produkcji był bardzo duży, część państw nałożyła monopol na ich produkcję.

Do ilustrowania masowego stosowano drzeworyt, miedzioryt, akwafortę i litografię. Sprzedawano coraz to bardziej wymyślne wzory, rozmiary, kartki z puzderkami, wycinanki, pocztówki-wachlarze czy nawet takie sklejane z wielu warstw materiałów, tak, że oglądane pod światło pokazywały drugi, nieprzyzwoity rysunek.

Szaleństwo najlepiej ilustruje fakt, że w 1879 roku poczta niemiecka sprzedała aż 123 miliony kartek!

Pocztówka, a nie na przykład “listówka”

Gdy szał na kartki pocztowe ogarnia całą Europę, Polacy pod zaborami nieprzychylnie patrzą na rosyjskie określenie „odkrytka” i zaczerpnięte z niemieckiego „korespondentka”. Dlatego też, przy okazji Pierwszej Wystawy Kart Pocztowych w Warszawie w 1900 r., ogłoszono konkurs na nową, jednowyrazową nazwę. Spośród trzystu pomysłów, takich jak: „bezkopertka”, „niezalepka”, „otwartolist”, „listówka czy „kartolist” wygrał jeden, dziś bardzo dobrze nam znany.

Otrzymawszy od widzów wystawy 141 głosów, wygrała oczywiście pocztówka, propozycja zgłoszona przez niejaką „Marię z B.”

I być może nie byłoby w tym nic przewrotnego, gdyby nie fakt, że pod pseudonimem tym krył się… Sam Henryk Sienkiewicz.

Sienkiewicz, który, jak pisał w listach do siostry, pocztówek wcale nie lubił, ponieważ nigdy nie mógł zmieścić na nich wszystkiego, co chciał przekazać. Oczywiście, to nie przeszkadzało mu w ich namiętnym wysyłaniu.

W dobie telefonów

Złota era pocztówek minęła wraz z rozpowszechnieniem się telegrafu i telefonu. Czy spotka je zapomnienie, tak samo jak listy? Czy może niebawem zostaną wyłącznie rozrywką dla kolekcjonerów, tak zwanych deltiologów?

Być może.

Warto jednak pamiętać, że wiadomości SMS nie można wyjąć z dna szafy po latach. Zostaje ona rzucona, bezcieleśnie zatopiona w sieci. Uczucia utrwalone w papierze są znacznie odporniejsze na czas, wymagają też zaangażowania, odrobiny pracy. Wysłanie pocztówki dawnej były prostsze niż listu, a dziś możemy skontaktować się z innymi w każdej chwili. Lecz czy przykładamy do tego dość wagi? Czy to doceniamy?

Może zatem warto po prostu pisać do bliskich?

Pamiętajmy o sobie nawzajem. To wciąż wspaniałe, nawet, jeśli czasem ujmiemy tę pamięć i troskę w pocztówce z foką kapeluszu z Kołobrzegu.

Wiktoria Kabzinska
Wiktoria Kabzinska

Pasjonatka sztuk wszelakich, szczególnie literatury pięknej i teatru. Działaczka społeczna, marszałkini Łódzkiej Rady Samorządów Szkół Średnich.

Artykuły: 2