Świat na granicy zagłady- kryzys kubański

Czas czytania: 7 minuty Zapowiedzi o zbliżającym się konflikcie mającym być 3 wojną światową - można brać jako zwyczajne zagrywki dziennikarskie, mające na celu przyciągnąć jak największą ilość odbiorców...
Czas czytania: 7 minuty

Od jakiegoś czasu dość popularnym tematem branym na tapet w mediach publicznych są przypuszczenia o zbliżającym się konflikcie mającym być 3 wojną światową. Można brać te zapowiedzi jako zwyczajne zagrywki dziennikarskie, mające na celu przyciągnąć jak największą ilość odbiorców, natomiast gdy spojrzymy na to co się dzieje na arenie międzynarodowej – utarczki Chin ze Stanami Zjednoczonymi, coraz większa aktywność Korei Północnej oraz ostatnie wydarzenia na Ukrainie wizja globalnego konfliktu przestaje być dla nas tak odrealniona.

Według wielu historyków do starcia mogącego być kolejną wielką wojną mogło dojść dużo wcześniej i to zaraz po zakończeniu 2 wojny światowej. Mowa tu o “Kryzysie Kubańskim”, wydarzeniu, które gdyby nie kilka dobrych decyzji i łut szczęścia mogło doprowadzić do globalnej katastrofy, której skutki odczuwaliśmy prawdopodobnie do dzisiaj.

Jak jednak świat został doprowadzony na skraj militarnego kryzysu?

By odpowiedzieć na to pytanie musimy cofnąć się nieco wcześniej, do roku 1953, kiedy to na wyspie Kuba, niedaleko wybrzeża Florydy wybucha rewolucja przeciwko ówczesnemu dyktatorowi, Fulgenciemu Batiście, na której czele staje charyzmatyczny Fidel Castro, wspierany przez przyjaciela i jednocześnie najbliższego współpracownika Ernesto Che Guevarę.

Tu warto w krótki sposób przybliżyć charakterystykę obu panów, ponieważ na pierwszy rzut oka wydawaliby się być zupełnie innymi osobami. Castro był zimny i wyrachowany, potrafił okazać łaskę i oszczędzić co jakiś czas więźniów (przynajmniej na początku) gdy zaszła taka potrzeba dla celów politycznych. Che Guevara natomiast był emocjonalny, lubił okazywać swoją dominację organizując masowe rozstrzelania, gdy tylko napotkał najdrobniejszy sprzeciw ze strony przeciwników rewolucji. W kontrze do Fidela był także zapalonym marksistą i uznawał, że tylko w ten sposób można prowadzić rewolucję. Castro natomiast lepiej znał atmosferę panującą na Kubie i wiedział, że wprowadzenie komunizmu w czystej postaci na wyspie może nie spotkać się z pozytywnym odbiorem tubylców. Brak komunistycznych zapędów Castro (przynajmniej na początku) podobał się USA. Dużo bardziej korzystna była dla nich obecność niegroźnego wataszki na stołku prezydenckim Kuby, niż władza nieobliczalnego dyktatora.

Ówczesne amerykańskie społeczeństwo podchwyciło tą narrację łącząc ją z romantyzmem walki o wolny kraj. Nie wiedzieli jeszcze, że tak znienawidzony dyktator był kroplą w morzu problemów jakie sprowadzi na USA nowa władza Kuby. Prezydent Eisenhower zaproponował Castro wsparcie militarne w postaci samolotów i transportu broni. Stany Zjednoczone zaoferowały się tez w trakcie przeprowadzenia legalnych wyborów, których entuzjastą był Batista, coraz bardziej obawiający się ofensywy rebeliantów.

I tu zaczęły się pierwsze problemy

Zarówno Castro, jak i Che, nie chcieli pokojowego przejęcia władzy – oboje byli rewolucjonistami i tą drogą chcieli podążać. Poza tym Ernesto, który zawsze był wielkim przeciwnikiem Stanów Zjednoczonych, utożsamiając je z wyzyskiem i przeciwieństwem ideowego marksizmu coraz bardziej przekonywał przyjaciela do odwrócenia się od znienawidzonego kraju. Tak się też stało. Mimo legalnych wyborów (które wygrał poplecznik Batisty) Castro i reszta rebeliantów nie zawiesiła broni, co doprowadziło do obalenia nowo wybranego prezydenta. Po zdobyciu Hawany Castro i Che przejmują całkowitą kontrolę nad wyspą. Nowym “El presidente” zostaje Fidel Castro, natomiast Che przejmuje resort więziennictwa i rolnictwa prowadząc je po swojemu – czytaj ze szczególnym okrucieństwem. Wysoka pozycja pozwala mu na terror pośród lokalnej ludności, a rozstrzelania wrogów politycznych stają się rzeczą na porządku dziennym.

Nowemu “el presidente” podobał się taki stan rzeczy, Che miał zajęcie utrzymując w tym samym czasie okoliczną ludność w ryzach, gdy sam Castro mógł prowadzić politykę zagraniczną i zawierać nowe sojusze.

USA zaczynało coraz bardziej obawiać się poczynań nowego rządu na Kubie. Amerykanie czuli się oszukani, bo Castro mimo wcześniejszych deklaracji odrzucenia komunizmu teraz zaczynał coraz mocniej skręcać gospodarczo w tą stronę. Prywatne firmy zostały upaństwowione, a w krótce później przejęto także zagraniczne firmy (między innymi amerykańskie). Na taki obrót spraw nowy prezydent John Kennedy odpowiedział ustanawiając embargo na cukier sprowadzany z Kuby. Myślał wówczas, że to zahamuje odważne ruchy kubańczyków. Castro nie przejął się tym jednak zbytnio. Nie koncentrował się wówczas na USA, a na ZSRR z którym, za pośrednictwem swojego brata Raula nawiązał sojusz. Dzięki czemu na Kubę zaczęły napływać sowiecka broń i amunicja.

Kennedy postanowił działać. Szef CIA przedstawił mu plan desantu na plażę w Zatoce Świń Miał on zostać przeprowadzony przez grupę kontrrewolucjonistów złożonych z wysiedleńców z Kuby. Byli oni od jakiegoś czasu szkoleni w Gwatemali przez tajne służby, w celu przejęcia władzy na Kubie i postawienia marionetkowego rządu przychylnego Stanom.

Plan z założenia mógł wydawał się być całkiem realny, natomiast wykonanie pozostawiało wiele do życzenia.

Okazało się, że Amerykanie mają w swoich szeregach sporo szpiegów kubańskich, którzy zdążyli poinformować odpowiednio szybko Castro o planach Kennedy’ego. Dlatego też, gdy kontrrewolucjoniści wylądowali na plaży, zetknęli się natychmiastowo z oporem kilkukrotnie przewyższającymi ich siły. Amerykanie, chcąc ratować sytuację postanowili wesprzeć siły naziemne lotnictwem. To okazał się jednak jeszcze gorszy pomysł. Kubańczycy posiadali bowiem regularną broń przeciwlotniczą, przeciwpancerną oraz odrzutowce (które nomen omen otrzymali od Stanów Zjednoczonych do walki z poprzednim dyktatorem), przez co w szybkim tempie stępili amerykańską ofensywę. Kennedy zrozumiał wówczas, że cała operacja jest skazana na niepowodzenie, zarządził więc odwrót, popełniając jednak kolejny, tym razem dyplomatyczny błąd – zostawił na pastwę Castro oddziały złożone z kubańskich imigrantów, wycofując jedynie wojsko amerykańskie. Dla tych żołnierzy był to jednoznaczny wyrok śmierci, a dla Castro temat pod propagandę jak USA traktuje własne wojsko. Kryzys Stanów z Kubą postanawia wykorzystać Związek Radziecki i tu dochodzimy do głównego tematu, do tytułowego kryzysu.

ZSRR od jakiegoś czasu miało zasadniczy problem-trwała zimna wojna, a amerykanie byli w bardziej uprzywilejowanej pozycji militarnej w porównaniu do nich.

We Włoszech i Turcji umieścili głowice nuklearne mogące w kilka godzin zrównać z ziemią wiele miast bloku wschodniego. Był to jeden z głównych problemów Nikity Chruszczowa, ówczesnego pierwszego sekretarza Związku Radzieckiego. Postanowił on odpowiedzieć na amerykańskie umocnienia, wykorzystując do tego Kubę. Dzięki dobrym kontaktom z Castro mógł przenieść sowieckie głowice na wyspę i tam mieć je w gotowości na ewentualną agresję ze strony USA. Można zadać tu pytanie, czemu w swoim planie nie uwzględnił zahamowania całej operacji przez amerykańskie wojsko. Otóż Chruszczow od początku sprawowania urzędu bardzo lekceważył zdolności przywódcze prezydenta Kennedy’ego, a porażka operacji w Zatoce Świń tylko go w tym utwierdziła. Tym razem jednak miało być zgoła inaczej, a to za sprawą zdjęć, jakie zostały zrobione dla CIA przez samolot szpiegowski nad Oceanem Atlantyckim. Widniały na nich transportowce zmierzające na Kubę, na których transportowane były niezidentyfikowane, metalowe, podłużne przedmioty, które przez oficerów amerykańskich zostały sklasyfikowane jako broń atomowa. Prezydent wraz z całym sztabem podjął natychmiastowe działania. Zwołana została konferencja prasowa, na której Kennedy nakazał zaprzestania transportu oraz budowy silosów rakietowych na Kubie.

Chruszczow nie posłuchał.

Atmosfera stawała się coraz bardziej napięta. Wywiad donosił, że Sowieci już są zdolni do wystrzelenia pojedynczych rakiet na terytorium Stanów Zjednoczonych-Kennedy musiał działać szybko, ale rozważnie, ponieważ za chwilę mogła rozpętać się wojna na skalę światową z nieodwracalnymi skutkami. Prezydent mógł podjąć jedną z dwóch decyzji albo zaatakować pierwszy, albo ufać, że Chruszczow wycofa się sam. Wybrał trzecią opcję. Wydał rozkaz odcięcia Kuby transportem wodnym od reszty świata. Marynarka wojenna miała wyraźne polecenia-zatrzymać sowieckie statki za wszelką cenę, nawet jeśli miałoby to wiązać się z zatopieniem jednego z nich. Ten ruch Kennedy’ego podziałał. Chruszczow nie mógł decydować się na wojnę na morzu tuż obok portów Stanów Zjednoczonych, a tysiące mil morskich od własnego kraju. Poza tym rakiety zainstalowane na Kubie potrzebowałyby około godziny do odpalenia, gdzie w tym czasie Stany mogłyby już odpalić rakiety obecne w Europie. Kryzys został więc zażegnany, a ZSRR zadeklarowało się usunąć broń z Kuby w zamian za dekonstrukcję amerykańskich głowic w Europie. Historia sowiecko-amerykańskiego konfliktu z Kubą w tle pokazuje nam jak blisko byliśmy wojny, która w swoich skutkach mogłaby ciągnąć się aż do współczesnych czasów. Świat w tamtym okresie na pewien moment zamarł, czekając na śmiertelny cios z którejś ze stron. Obyśmy nigdy nie byli już świadkami tak bliskiego kataklizmu, jaki wieścił nam kryzys na Kubie.

Maksymilian Helmin
Maksymilian Helmin
Artykuły: 3