Kim (lub raczej czym) jest kobieta w kulturze popularnej?

Czas czytania: 4 minuty Kim jest kobieta w popkulturze? Odpowiedź na to z pozoru złożone pytanie jest w gruncie rzeczy niezwykle prosta — obraz "płci pięknej" w filmach jest niezwykle jednowymiarowy.
Czas czytania: 4 minuty

Pierwszy obraz, który (zapewne nie tylko mi) przychodzi do głowy, gdy słyszę „kobieta w popkulturze”, to scena z Marilyn Monroe w białej sukience podwiewanej przez podmuch powietrza. Można zaryzykować stwierdzeniem, że Marilyn, bardziej rozpoznawalna niż jakikolwiek aktor płci przeciwnej, stała się nie tylko symbolem kobiecości, ale i samej kinematografii.

Jednak nie oznacza to, że kobiety w filmach przedstawiane są częściej niż mężczyźni, ani tego, że postaci kobiece są w jakikolwiek sposób faworyzowane. Wprost przeciwnie.

Kobiety w popkulturze można podzielić na dwie, dobrze wszystkim znane kategorie. Jackie i Marilyn. Ta elegancka, pełna klasy, kochająca matka i idealna żona. Oraz niezwykle atrakcyjna, uwodzicielska, szalona i niestabilna emocjonalnie kochanka. I… to właściwie tyle. Jeśli spojrzymy dalej w przeszłość, zobaczymy jedynie wariacje na temat tych archetypów. Femme fatale kontra Matka, Helena kontra Penelopa. Wartość i przeznaczenie kobiety od zawsze były determinowane poprzez jej relacje z mężczyznami. Chociaż w przeciągu ostatniego stulecia kobiety zmieniły się (przynajmniej teoretycznie) z obiektu w podmiot zdolny do podejmowania własnych decyzji, nadal są przedstawiane w popkulturze jako te mniej znaczące, nieposiadające własnego charakteru. Zresztą można to wykazać za pomocą prostego testu.

Pośród 50 najczęściej oglądanych filmów w 2016 roku, ponad 1/3 nie przeszła testu Bechdel-Wallace. Co to właściwie oznacza?

Test Bechdel-Wallace zdaje się być stosunkowo łatwy. Żeby film go zaliczył, musi spełnić trzy dość podstawowe warunki. Po pierwsze – obecność dwóch kobiet na ekranie. Po drugie – kobiety te powinny ze sobą rozmawiać. Po trzecie – nie o mężczyźnie. Co za tym idzie, w 36% filmów kobiety (o ile w ogóle występowały) poruszały w rozmowie tylko jeden temat: mężczyzn. Jest to i tak istotna poprawa względem lat 70. i 80. ubiegłego wieku, kiedy to po raz pierwszy zaczęto na poważnie interesować się tym zjawiskiem. Według statystyk nawet połowa filmów nie spełniała wszystkich trzech warunków. Czyżby według tak wielu reżyserów kobiety istniały tylko i wyłącznie jako kochanki, żony i matki? Sartre przed ponad osiemdziesięciu laty napisał o XIX-wiecznych arystokratkach: „Kobiety, godne towarzyszki tych bojowników, założyły większość Patronatów, Żłobków, Szwalni. Były jednak przede wszystkim małżonkami i matkami”. Czy od tego czasu nic się nie zmieniło?

Jednak to nie wszystko. Według raportu „Rewrite Her Story” z 2019 roku 30% głównych postaci kobiecych i jedynie 7% protagonistów płci męskiej występuje na ekranie w odsłaniających strojach. 15% protagonistek jest pokazanych częściowo nago (dwa razy więcej niż bohaterów płci przeciwnej). 2% głównych postaci kobiecych przedstawia się zupełnie nago; dzieje się to 4 razy częściej niż w przypadku mężczyzn. Najwyraźniej Hollywood jest zdania, że „płeć piękna” nie ma do zaoferowania nic poza ładnym ciałem. Chyba, że te wszystkie filmy seksualizujące kobiety są jedynie odniesieniem do „Śniadania na Trawie” Moneta z lat 60. XIX wieku. Co jest całkiem możliwe, gdyż niektórzy scenarzyści i reżyserowie zdają się nadal tkwić w tamtym stuleciu.

Jednakże problem sięga jeszcze głębiej. Bo, jeśli bardzo chcielibyśmy umniejszyć powyższemu zjawisku, moglibyśmy stwierdzić po prostu, że „kręci się to, co ludzie chcą oglądać”.

Chyba najbardziej oburzającym problemem związanym z obecnością kobiet w popkulturze jest różnica płac, której trudno w jakikolwiek sposób zaprzeczyć. Warto wspomnieć na przykład skandal związany z filmem „Wszystkie Pieniądze Świata” z 2017 roku. Michelle Williams zapłacono osiem razy mniej niż Markowi Wahlbergowi, któremu poświęcono mniej więcej tyle samo czasu ekranowego. Za powtórki zaś Wahlberg zażądał 1,5 miliona dolarów, podczas gdy Williams zapłacono… jedynie tysiąc dolarów. Słynny jest także przypadek z 2018 roku – wśród dziesięciu najlepiej opłacanych aktorów znaleźć można było tylko jedną kobietę, Scarlett Johansson, która zajęła siódmą pozycję na liście, z zarobkiem niższym od dochodu najlepiej opłacanego aktora, George’a Clooneya, o 198,5 miliona dolarów.

Co się dziwić, że aktorki zarabiają mniej, skoro nie daje im się nawet równych szans? W końcu tylko 27% postaci kobiecych to główne bohaterki (podczas gdy 42% mężczyzn to główni bohaterowie). Wychodzi na to, że zgodnie ze wzorcami z filmów kobiety powinny przede wszystkim dbać o swój wygląd, gdyż ich inteligencja, poczucie humoru i charakter nie grają głównej roli. A przede wszystkim powinny się nauczyć, że one same nie grają nigdy głównej roli. Wybieraj więc, jesteś Jackie czy Marilyn?

Salma Mede
Salma Mede
Artykuły: 5