Bullshit jobs, czyli fenomen zawodów naszych czasów

Czas czytania: 4 minuty Pracujemy więcej niż kiedykolwiek i zarabiamy w sposób w jaki nie śniło się zarabiać naszym przodkom. Czym są bullshit jobs i czy teoria ta rzeczywiście niesie w sobie jakąś prawdę?
Czas czytania: 4 minuty

Pracujemy więcej niż kiedykolwiek i zarabiamy w sposób w jaki nie śniło się zarabiać naszym przodkom. Czym są bullshit jobs i czy teoria ta rzeczywiście niesie w sobie jakąś prawdę? 

Rynek pracy jaki znamy to efekt nieustannych przeobrażeń współczesnego świata. Pojawia się coraz więcej stanowisk, a wiele z nich to tzw. bullshit jobs – zawody pozbawione sensu. Autorem tego pojęcia jest David Graeber, brytyjski antropolog, którego kontrowersyjna teoria w pewnym stopniu znajduje zastosowanie również na polskim rynku pracy.

Czym są bullshit jobs?

Bullshit jobs w największym uproszczeniu to takie zawody, które można wytypować za pomocą jednego, kluczowego pytania: co by się stało, gdyby zawód ten po prostu zniknął? Jeżeli nic, odpowiedź jest prosta. Owszem, prace te mogą wiązać się z określonym prestiżem i wysokimi zarobkami, jednak nie wywierają żadnych istotnych zmian na życie społeczne, a co więcej, ich brak może przyczyniać się do zmiany na lepsze. Recepcjoniści, telemarketerzy, konsultanci, pracownicy działu HR to tylko kilka z przykładów wytypowanych przez Graebera w jego pracach. Podlegającym dyskusji zawodem znajdującym się na tej liście są prawnicy, bo ciężko wyobrazić sobie świat bez nich. Owszem, czasami stosują różne taktyki w celu pozyskania pieniędzy od klienta, np. wykrywając nowe, nieistniejące problemy prawne. Nie można mimo wszystko uznać ich za nieistotnych w obecnym świecie, który regulowany jest mnóstwem przepisów.

W 1930 roku brytyjski ekonomista John Maynard Keynes przekonywał społeczeństwo, że w przeciągu kilkudziesięciu lat postęp technologiczny sprawi, że człowiek będzie musiał pracować zaledwie 15 godzin tygodniowo. Tak się jednak nie stało, co więcej, jesteśmy bardziej zabiegani niż kiedykolwiek. Nasz kapitalistyczny mit się nie sprawdził.

Transformacja na rynku

Wielu z nas nie widzi sensu swojej pracy i nie jest to wcale nowe zjawisko. To w czasach socjalizmu powstało powiedzenie: czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy; które dobitnie ukazuje ówczesny standard. Bezsensowne prace były podyktowane ideologią pełnego zatrudnienia – każdy musiał pracować, niezależnie od tego, czy rzeczywiście istniała taka potrzeba. Zjawisko to wcale nie należało do rzadkości. Pomimo, że stanowiska były pozajmowane, ludzie mieli zatrudnienie. Bezrobocie istniało, tylko w formie ukrytej. Mnóstwo osób wykonywało zadania nieproduktywne i bezsensowne.

Wydawałoby się, że nadejście reformacji rynkowej, a z czasem kapitalizmu, powinno zmienić tę sytuację. W interesie prywatnych firm nie leży to, aby zatrudniać ludzi i płacić im za wykonywanie zadań w większości bezużytecznych. Tak się mimo to dzieje. W rzeczywistości gdyby porozmawiać z osobami na różnych stanowiskach w dużych korporacjach, okazałoby się, że wiele z nich ma poczucie bezsensowności swoich zawodów. Czy jest to jednak równoznaczne z tym, że to, co robią, nie ma żadnego znaczenia? Dla każdej osoby rzeczywistą wartość pracy może wyznaczać coś zupełnie innego, nie tylko to, co dla Graebera, czyli jej użyteczność dla społeczeństwa. Rynek stale się przeobraża i właśnie dzięki temu świat może podążać naprzód.

rozmowa o pracę

Jakie zawody są zatem użyteczne?

Graeber mówi wprost: śmieciarz, lekarz, pielęgniarz czy pielęgniarka, pedagog, mechanik – gdyby te zawody przepadły bez śladu, skutki byłyby dotkliwe i natychmiastowe. Społeczeństwo nie jest niestety skonstruowane w taki sposób, aby płacić najwięcej tym, którzy najwięcej do niego wnoszą. W historii ludzkości wysokość zarobków nigdy nie była współmierna z podejmowanym w pracy wysiłkiem i ta prawidłowość utrzymuje się po dziś dzień.

A do jakiej grupy zaliczyć twórców sceny kreatywnej, np. malarzy, pisarzy, reżyserów, scenarzystów, architektów? Można ze zgodnością przyznać, że świat bez nich byłby nudny, dość bezbarwny, zauważalnie inny. Ciężko byłoby powiedzieć to samo o lobbystach czy sekretarkach.

Bezużyteczna praca – jak jej uniknąć i czy rzeczywiście jest tak, jak opisuje to Graeber?

W idealnym świecie Graebera człowiek nie musiałby pracować aż tyle godzin, ile robi to obecnie, a wszystko za sprawą tego, że wszystkie stanowiska pracy miałyby swój element użyteczności. Ludziom miałoby żyć się lepiej, w mniejszej pogoni za sukcesem i z lepszym zdrowiem psychicznym. Idea ta zupełnie pomija fakt, że te niechwalebne bullshit jobs, to dla wielu okazja na lepszą przyszłość. Należy szczerze przyznać, że obecnie większość młodych ludzi rezygnuje z zawodów tak chętnie wybieranych kiedyś przez nasze babcie i dziadków. Dzieje się tak, bo rynek pracy rozwija się z każdym rokiem, oferując nam nowe możliwości i dając szansę na realizowanie własnych pragnień.

Z perspektywy wielu osób pisanie newsletterów, rozsyłanie maili czy organizacja spotkań nie należy do najbardziej pasjonujących zajęć, mimo wszystko pozwala na utrzymanie się finansowo. Bullshit jobs to zawody w większości dobrze, bądź chociaż umiarkowanie dobrze opłacane, których wykonywanie może przynosić wiele korzyści.

Martyna Niemyjska
Martyna Niemyjska
Artykuły: 5