Site Overlay

O kryzysach w ekonomii- przyczyny, przebieg, skutki

Czas czytania: 6 minut

Kryzys w ekonomii nie ma jasnej definicji. Analizując definicję kryzysów walutowych, bankowych i płynności, czyli kryzysy finansowe, możemy dojść do wniosku, że kryzys to sytuacja w której następują tak istotne komplikacje w systemie finansowym, że odbija się to na nim całym, chociażby poprzez konieczność stosowanie przez państwo antykryzysowych działań (ekspansja fiskalna i monetarna, bailin, bailout). W dobie kryzysu COVID-19 myślę, że warto sobie co nie co opowiedzieć o kryzysach i dlaczego są one coraz częstsze.

Łabędzie, Triady, Bliźniaki

Jak wspomnieliśmy we wstępie kryzysy makroekonomiczne, czyli kryzysy finansowe dzielimy na kryzysy płynności, walutowe oraz kryzysy bankowe. Jak same nazwy wskazują, kryzys płynności będzie się charakteryzował dużą ilością niespłacanych należności i kredytów krótkookresowych, kryzysy bankowe upadaniem lub ogromnym upublicznianiem (przejmowaniem przez państwo) banków, a kryzysy zadłużenia dużymi długami. W każdym z tych przypadków gospodarka sama nie jest się w stanie uleczyć, pokazuje to chociażby wielka spirala deflacyjna (spadek płac w obliczu wielkiego kryzysu zaufania na rynku i analogicznego do niego wzrostu oszczędności, gdyż ludzie boją się inwestować) lat 30, która nie była w żaden sposób hamowana przez rząd i trwała prawie dekadę aż do ustawy New Deal.

Skoro wiemy już mniej więcej czym są kryzysy, pora przejść do ich przyczyn. Teorii przyczyn kryzysów ekonomicznych jest niezwykle dużo, praktycznie każda szkoła ekonomiczna opracowywała swoją, i tak mamy teorię neoklasyczną (wina ingerencji państwa), keynesowską (za mała konsumpcja społeczeństwa, która powinna być  pobudzana przez państwo), monetarystyczną (wahania podaży pieniądza w skutek polityk banki centralnego), czy teorię Nowej Szkoły Austriackiej (za dużo kredytów bankowych, często zbyt ryzykownych).  

O wiele ciekawsze są współczesne teorie, czyli wspomniane w tytule łabędzie, triady i bliźniaki. Teorię białego i czarnego łabędzie opracował N.N. Taleb oraz Roubini, który dowodził istnienia białych łabędzi: kryzysów o jasnej konstrukcji, takiej jak: innowacja – boom podażowy – bańka spekulacyjna – punkt mińskiego (załamanie bańki) – kryzys. Roubini bazując na swoim modelu przewidział kryzys 2008 roku jako jedyny, a przynajmniej jedyny znany ekonomista na świecie. Czarne łabędzie z drugiej strony opierają się na niemożności przewidzenia pewnych zdarzeń w skutek arogancji epistemicznej ludzi, którzy starają się je przewidzieć. Teoria Taleba bazuje na tym, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć kryzysów ponieważ zbytnio ufamy modelom, próbujemy prognozować w oparciu o przeszłość, albo mylimy prawdopodobieństwo z historią (jeśli prawdopodobieństwo jakiegoś wydarzenia to 1% a w przeszłości zdarzyło się 2 razy z czego ostatni raz 10 lat temu, to myślimy, że przez następne m.in. 100 lat się nie zdarzy).

Kolejną teorią przyczyn kryzysów jest tzw. Ciemna triada, czyli asymetria informacji objawiająca się poprzez pokusę nadużycia (jeśli wiemy, że np. jesteśmy ubezpieczeni, to automatycznie zaczniemy zachowywać się bardziej ryzykownie), negatywną selekcję (np. jeśli dajemy kredyt o dużym oprocentowaniu, to musimy brać pod uwagę, że przyciągnie on ryzykownych inwestorów, ponieważ inwestor będzie chciał się „odkuć” za duże koszty kredytu) oraz klasyczną asymetrię informacji, czyli po prostu fakt, że część osób na rynku wie więcej niż inni uczestnicy rynku.  

Na koniec teoria kryzysów bliźniaczych. Opiera się ona na zależności między kryzysami bankowymi i walutowymi. To zjawisko polega na założeniu, że w sytuacji kiedy banki krajowe są zadłużone zagranicznie, to ich niewypłacalność, czyli kryzys bankowy powoduje odpływ zagranicznego kapitału, który wywołuje kryzys walutowy. Kryzysy tego typu to tak zwane kryzysy modelu eklektycznego, czyli np. kryzys rubla, kryzys azjatyckich tygrysów.

Inflacja i deflacja

Skutkami kryzysów są często zmiany poziomu cen i płac, czyli deflacja i inflacja. Deflacja następuje w wyniku kryzysów o charakterze opartych o kryzys zaufania (np. kryzysy ciemnej triady) przykładowo kryzys 2008 roku, którego mechanizm polegał na oferowania przez banki papierów wartościowych zabezpieczonych kredytami tegoż banku. Następnie w celu minimalizacji ryzyka bank dogadywał się z instytucją ubezpieczeniową i oddawał jej część zysków w zamian za zdjęcie części ryzyka z ramion banku. Widać gołym okiem, że taka sytuacja wymagała udzielania przez banki bardzo dużej liczny kredytów, żeby w wyniku efektów skali osiągnąć zadowalający zysk. Niektórzy pewnie już zauważyli tutaj przedstawiony powyżej schemat białego łabędzia Roubiniego. Rzeczywistość okazała się być zgodną z tą teorią i na początku 2008 roku nastąpiło załamanie rynku nieruchomości, a następnie kryzys bankowy, który był skutkiem tego, że cały ówczesny system finansowy opierał się właśnie na rynku nieruchomości. Nagle okazało się, że papiery oparte o kredyty, które stanowiły nieraz 50% aktywów banków są zupełnie bezwartościowe. W wyniku asymetrii informacji nikt nie wiedział ile dany bank ma tych toksycznych aktywów, więc zakładając negatywną selekcję (po pożyczkę zgłosi się w większości przedsiębiorstwo, które ma dużo toksycznych aktywów)  żadna instytucja nie udzielała drugiej pożyczek. Pojawiła się spirala deflacyjna, w skutek której banki niemogące otrzymać pożyczki upadały, a ludzie tracili pracę.

Po drugiej stronie medalu znajdują się kryzysy inflacyjne, oparte głównie o negatywne szoki podażowe. Takowe są wywoływane zazwyczaj poprzez gwałtowny wzrost cen surowców, głównie ropy. Taka sytuacja miała miejsce w USA w latach 70: wzrost cen surowców potrzebnych dla gospodarki wywołuje wzrost cen, ponieważ przedsiębiorstwa przerzucają koszty na konsumentów. Modelowa inflacja kosztowa. Dodatkowo w celu jej zatrzymania państwo musi zacząć prowadzić antyinflacyjną politykę, której skutkiem jest wzrost bezrobocia i recesja.

Współcześnie

Żyjemy w czasach bardzo ciekawych ekonomicznie. Od kryzysu 2008 roku największe banki centralne i rządy prowadzą niewyobrażalną ekspansję monetarną. Jej skutkiem powinna być inflacja popytowa: ekspansywna polityka będzie powodowała, że popyt społeczeństwa będzie stale rósł, aż do momentu aż podaż nie będzie w stanie go dogonić i przedsiębiorcy będą musieli podnieść ceny. Jednak, w rzeczywistości tak się nie dzieje. Wytłumaczenia tego stanu rzeczy są dwa: lewicowe i prawicowe. Ekonomiczna lewica postuluje, że w wyniku globalizacji to, czego gospodarka nie jest w stanie wyprodukować importujemy za pomocą ogromnych korporacji (po bardzo niskich kosztach) i w taki sposób możemy w nieskończoność zwiększać popyt, bo przestaje on być zależny od krajowej podaży. Dodatkowo zadłużanie państwa, będące efektem takiej polityki,  jest obsługiwane po minimalnych stopach procentowych, będących efektem ekspansji monetarnej, więc nie generuje dużych kosztów dla społeczeństwa. Czysta utopia.

Z drugiej strony prawica postuluje, że w naszej gospodarce jest inflacja, ale nie jest to inflacja gospodarki realnej. Ich zdaniem ekspansja monetarna i niekonwencjonalna polityka monetarna działają głównie na rynki finansowe, co jest zgodne z danymi z otoczenia: w latach 2010-2020 mieliśmy styczność z największą hossą w historii, przy jednoczesnym braku specjalnych wzrostów światowego PKB. W takim razie inflacja na rynkach finansowych przejawia się hossą, czyli wzrostem cen akcji i innych papierów wartościowych. Brzmi to interesująco, co nie? Widzicie, problemem z obecnymi wzrostami na giełdach jest fakt, że w większości nie mają one pokrycia w wzrostach wskaźników przedsiębiorstw. Są to czysto spekulacyjne wzrosty wywołana ogromnym napływem kapitału na rynki finansowe. Takie wzrosty nazywamy bańkami spekulacyjnymi (najbardziej znana z nich jest bańka IT z 2000 roku) i zawsze kończą się paniką giełdową. Niemniej jeśli takowa panika wybuchnie obecnie, to prawdopodobnie będzie to skutkowało upadkami rządów w skutek ich horrendalnego zadłużenia opartego o niskie stopy procentowe, których nie będzie się w stanie utrzymać w dobie takiego załamania.

Wniosek

Kupujcie złoto i szykujcie się na apokalipsę. A tak poważniej, to można zauważyć, że rządy obecnie skupują złoto na potęgę. Według badań za ponad połowę światowego popytu na złoto odpowiadają państwa. Szczególnie taką politykę stosują chiny, których baza złota powiększa się z dnia na dzień. Jak dla mnie jest to pewien sygnał, że może być coś nie tak  z naszym systemem finansowym. Na pewno nie polecam teraz inwestycji giełdowych. Niech to będzie konsensus tego artykułu.