Site Overlay

Sztuka Online

Czas czytania: 3 minut

 

Internet stał się ostatnio przestrzenią, w której człowiek zmuszony jest funkcjonować przez znaczną część życia. Praca, szkoła, przyjaciele, rozrywka, zakupy – a to wszystko w jednym miejscu, oddzielone zaledwie kilkoma kliknięciami. Oczywistym jest, że i sztuka, z natury postępowa, musiała ulec wpływowi technologii.

Galerie online

Prawie każdy słyszał już o galeriach otwierających się na internetowych turystów. Luwr, Narodowa Galeria Sztuki w Waszyngtonie, nowojorskie MoMA… Najsłynniejsze muzea dostępne za darmo z wygodnej kanapy. Nie można także pominąć przedsięwzięcia Google Arts & Culture, które od 2011 roku proponuje internautom wirtualne wizyty w galeriach z całego globu. Co więcej, wiele instytucji decyduje się na publikację wszelkiego rodzaju materiałów na stronach i social mediach – poczynając od zdjęć i relacji video, na opracowaniach kończąc.

Sztuka Internetu

Jednakże w dalszym ciągu Internet gra tu jedynie epizodyczną rolę przekaźnika informacji. Pytanie brzmi następująco: czy istnieje nurt w sztuce, który w pełni wykorzystuje potencjał Internetu jako medium? Jak można się domyślić, sztuka Internetu, zwana także net.art, istnieje i ma się dobrze. Choć „istnienie” ma tu znaczenie dość wyjątkowe. Web art ma charakter niematerialny, przejawia się na ekranach urządzeń podłączonych do sieci, a proces tworzenia dzieła opiera się zazwyczaj na kodzie. Początek nurtu datuje się na wczesne lata 90, zaś najbardziej znanym przedstawicielem, a zarazem pionierem sztuki Internetu, jest słoweński artysta Vuk Ćosić. Do tworzenia swoich prac używa ASCII, siedmiobitowego systemu kodowania znaków. Jego dzieła niejednokrotnie są cyfrową, uproszczoną wersją znanych obrazów lub scen filmowych. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych prac artysty, Deep ASCII, została stworzona na podstawie kadru z filmu pornograficznego.

Sztuka Internetu często cechuje się także interaktywnością, nieosiągalną nigdy wcześniej. Warto wspomnieć tu o My Boyfriend Came Back From The War z 1996 roku, autorstwa Olii Lialiny. Odbiorca, wybierając kolejne łącza, kreuje historię i kroczy własną, oryginalną ścieżką. W ten sposób tworzy się intymna relacja między dziełem a odbiorcą, której nie da się zachować, izolując sztukę od Sieci.

Net art a pieniądze

Trudno sobie wyobrazić sprzedaż niematerialnego, cyfrowego dzieła. A jednak w ubiegłym miesiącu sprzedano kolaż Everydays – The First 5000 Days autorstwa Beeple. Składa się on z pięciu tysięcy grafik ułożonych chronologicznie, z których pierwsze (wykonane w 2007 roku) nie zostały stworzone w sposób cyfrowy. Mimo to, obraz spełnia definicję net.art, sformułową przez Steve’a Dietza – „projekty artystyczne, dla których sieć jest zarówno wystarczającym, jak i koniecznym warunkiem do zaistnienia”. Po raz pierwszy w historii dokonano sprzedaży dzieła, które nie istnieje w namacalnej formie. I to nie za byle jaką cenę – kupiony za 69,3 mln dolarów, Everydays stał się trzecim najdroższym obrazem żyjącego artysty. To z pewnością przełomowy moment dla sztuki cyfrowej, którą nabywcy zaczynają doceniać na równi z dziełami materialnymi. 

Internet i jego niezmierzony potencjał inspirują artystów do naginania i ponownego tworzenia płynnych granic sztuki. Sieć, jako interaktywna i indywidualna, a zarazem ogólnie dostępna, doskonale wpasowuje się w obecne standardy sztuki. W tendencje, które zaczęły się kształtować w latach 50, a dojrzały wraz z powstaniem sztuki Internetu.