Site Overlay

Wywiad z Arturem Dziamborem

Czas czytania: 17 minut

 

Patrycja Wolak – Kiedy pierwszy raz zainteresował się pan działalnością społeczno- polityczną?

 

    Artur Dziambor – Kiedy byłem jeszcze nastolatkiem. Zaczęło się dosyć standardowo. Gdy jeszcze byłem w liceum na początku trafiłem do samorządu uczniowskiego, a w drugiej klasie zostałem jego przewodniczącym. Na tej funkcji byłem przy okazji reprezentantem mojej szkoły w Młodzieżowej Radzie Miasta. Nazywało się to wtedy Sejmik Uczniowski. W Młodzieżowej Radzie Miasta również po krótkim czasie zostałem przewodniczącym, ponieważ akurat trafiłem na okres wyborczy i udało mi się wygrać. Piastowałem tą funkcję przez dwie kadencje, równolegle później zostałem także szefem Wojewódzkiego Sejmiku Młodzieżowego. Nie nazwałbym tego jeszcze działalnością polityczną, tylko bardziej Społeczno – charytatywna. Stworzyliśmy młodzieżowy portal informacyjny, jeszcze w czasach, gdy internetu praktycznie nie było. Nie było Facebooka, Instagrama, były tylko Onet, WP i tego typu portale. My stworzyliśmy portal młodzieżowy na którym informowaliśmy o różnych rzeczach, które działy się w Gdyni. Braliśmy udział w masie różnych akcji charytatywnych. Przy okazji wydawaliśmy gazetkę, która pojawiała się w kilkunastu szkołach w naszym mieście. Opiekunami młodzieżowej rady miasta byli radni Gdyni, dorośli ludzie, którzy byli członkami partii politycznych. Współpracowałem z nimi na tyle blisko, że wielokrotnie zapraszali mnie do tego, abym zaangażował się politycznie w młodzieżówce. Pierwszą młodzieżówką do której się zapisałem byli Młodzi Konserwatyści. Byłem tam przez rok, potem wziąłem się za tworzenie Kolibra, także już nieco inny nurt. Jeżeli chodzi o działalność partyjna to przeniosłem się bardziej w sferę Unii Polityki Realnej Janusza Korwin- Mikkego. To była właściwie ta partia i ten kierunek do którego chciałem należeć od samego początku, ale w tamtych czasach, kiedy byłem młody, duży wpływ miało otoczenie, i często wolałem być gdzieś z kolegami i myśleć jak oni niż myśleć nad jakąś ideowością. Zupełnie inaczej niż w dzisiejszym świecie gdzie o czystość ideową bardzo się dba.

 

P.W – Z pana wspomnień o młodzieżowej radzie wynika że wtedy Młodzieżowa Rada do której Pan należał, działała o wiele lepiej niż wiele obecnych Młodzieżowych Rad.

 

A.D – Faktycznie, ale to wynika z tego, że czasy się zmieniły. W tamtych czasach wymyślaliśmy sobie zajęcia i po prostu to robiliśmy. Jeżeli chodzi np. o gazetkę która szła do różnych szkół, to sami byliśmy redaktorami tej gazetki, natomiast płacił za to urząd miasta. Nie było to wydawane za darmo, tylko urząd miasta miał po prostu pewniejszy budżet na działalność MRM i my ten budżet wykorzystywaliśmy, aby wydawać gazetkę. Tej gazetki ukazało się niestety tylko kilka numerów. Potem powstał portal internetowy. W tamtych czasach, gdy internet był czymś nowym,  portale internetowe zakładało się praktycznie za darmo, a my mieliśmy młodych, zdalnych ludzi, którzy potrafili używać HTML i po prostu sami tworzyliśmy tę stronę, robiliśmy do niej grafiki, pisaliśmy teksty. Wydrukowaliśmy sobie legitymacje dziennikarskie, pojawialiśmy się na konferencjach prasowych i robiliśmy relacje. Po prostu bawiliśmy się w dziennikarzy, mając po siedemnaście, osiemnaście lat, nie pracując nigdzie, tylko i wyłącznie chodząc do liceum. Poza tym były różne akcje charytatywne, Wielka Orkiestra oczywiście, ale także mnóstwo różnych innych zbiórek tematycznych, plus jakieś zawody sportowe. Współorganizowaliśmy jednego ze street balli w Gdyni. Mnóstwo było różnych takich inicjatyw, a za każdym razem było to związane z tym, że po prostu przyszedł jakiś człowiek który miał fajny pomysł, zebrał ekipę i robiliśmy to, bo MRM właściwie mogła robić wszystko. Ważne było tylko to, żeby miało to jakiś związek z młodzieżą. Wiadomo, że tyle robią różne sejmiki uczniowskie czy MRM ile robi lider. Jeżeli jest lider, który ma naprawde fajne pomysły, to jest i ekipa która naprawdę się angażuje i po prostu chce działać. Myślę że teraz też tak jest, bo w ten sam sposób dzieje się także w polityce. Przychodzi jakiś lider i ciągnie za sobą, bo faktycznie ma dużo pomysłów,  wtedy jest aktywność. Jeżeli takiego lidera brakuje, to nic się nie będzie działo.

 

P.W – Zgadzam się z tym w stu procentach. Wspomniał Pan, że już od dawna miał Pan kontakt z Januszem Korwinem-Mikke. Dalej pan w tym trwa, czyli jest pan żywym dowodem na to, że poglądy ,,korwinistyczne” nie są tylko przemijającym trendem wśród młodych ludzi, a jest to bardzo popularny nurt. Jakie cele i idee kierowały panem, gdy zaczął pan podejmować pierwsze kroki w polityce?

 

A.D – Gdy byłem nastolatkiem to nastawiony byłem, tak jak wielu dzisiejszych nastolatków, na to, że Korwin-Mikke jest tym jedynym, który mówi fajne rzeczy. Takie z którymi się zgadzam i tak właśnie powinien świat wyglądać. Młodzi ludzie maja to do siebie, że dosyć dużo jest emocji w ich decyzjach. Wiadomo, że Korwin Mikke zawsze budził jakieś emocje, dla wielu negatywne, dla wielu tez pozytywne. Ja byłem nauczony troszkę jego retoryki, wychowywałem się na jego książkach, na Michałkiewiczu, Ziękiewiczu, po prostu bardzo szybko zaznajomiłam się z tym i ten kierunek mi się podobał. Natomiast wtedy gdy ja się do tego przyłączyłem to ruch Korwina Mikke był partą na poziomie 1% poparcia, a nawet ten wynik jest mocno zawyżony. Politycznie oni praktycznie nie istnieli, więc to też było dla mnie jakieś utrudnienie. Jak już się idzie do polityki to chciałoby się coś w tej polityce znaczyć, a nie tylko podziałać sobie jako stowarzyszenie. Jeżeli naszym celem nie jest osiąganie sukcesów politycznych i dużego poparcia to możemy sobie założyć fundację lub stowarzyszenie i działać stricte by szerzyć idee, natomiast partia polityczna jest po to by zdobywać władzę i wprowadzać w życie swój program. Mimo tego wszystkiego zaprzyjaźniłem się z tymi ludźmi. Trzymałem się w tej ekipie, w której działaliśmy od samego początku, to był 1999 albo 2000 rok, wtedy zaczynał się Koliber i byłem jednym z założycieli Kolibra w Polsce. Byłem też pierwszym prezesem w oddziale Trójmiejskim. Z tymi ludźmi z którymi działałem wtedy, działałem przez wiele, wiele następnych lat. Unia Polityki realnej, w której wtedy działałem miała różne swoje działania, za które teraz się muszę tłumaczyć, bo ta sama ekipa startowała z list PO z ostatniego miejsca w 2001 roku, a później z kolei przeszła do lokalnego PiSu i tak się stało, że w 2004 roku wylądowałem w PiSie. Szybko, bo po 2 latach wypisałem się gdy PiS rządził krajem z Samoobroną i UPR, ale mam taki epizod w swoim życiu. Wynikało to z tego, że po prostu wszyscy moi koledzy z UPR stwierdzili, że teraz idziemy do PiSu i będziemy w PiSie zmieniać świat, ale okazało się po krótkim czasie, że ten PiS to partia, która absolutnie nigdy nie będzie spełnieniem naszych ideowych marzeń, tylko zawsze będzie partią socjalistyczna, etatystyczną, która nie będzie realizowała wolnościowego i wolnorynkowego programu. Byłem już wtedy studentem i założenie miałem takie, że po studiach nie będę szukał pracy tylko zakładam własna szkołe, bo chciałem też uczyć i po prostu stwierdziłem, ze zakładam własna szkołe językową. Będzie działała i będę rozwijał własny biznes. Tak też zrobiłem. Zaraz po zakończeniu studiów otworzyłem własna szkołę językowa, która prowadziłem przez kilkanaście lat, aż do momentu kiedy zostałem posłem. Korwin Mikke był jedynym politykiem na całej scenie politycznej, zresztą do dziś jest, który miał program dla młodych przedsiębiorców. Dla ludzi, którzy chcieli założyć własne firmy, którzy chcieli, aby były niskie i proste podatki, żeby nie musieć płacić tego złodziejskiego, ogromnego ZUSu, żeby nie musieć  płacić podatku dochodowego, tylko żeby móc rozwijać własna działalność. W nagrodę za to, że się rozwija własna działalność i daje się prace ludziom, państwo powinno dawać możliwość nie płacenia przynajmniej części podatków. Tak to widziałem wtedy, Teraz się to troszkę zmieniło. Teraz widzę po czasie to w ten sposób, że te podatki powinny być całkowicie uproszczone i część z nich zlikwidowana, a część uproszczona do maksimum. Z biegiem lat rozwijałem się ideowo, ale także jeżeli chodzi o doświadczenia życiowe, dlatego zwróciłem uwagę na to, że dzisiejsi młodzi ludzie, tak jak ja 20 lat temu, bardzo emocjonalnie podchodzą do polityki, natomiast życie weryfikuje. Tutaj wchodzimy w coś co ty powiedziałaś, poglądy Korowina – popularna opinia jest taka, że z tego się wyrasta, masz rację, rzeczywiście jest tak że część ludzi z poglądów Korwina wyrasta, natomiast ja w poglądy Korwina wrosłem, ponieważ nigdy nie szukałem pracy etatowej, tylko zawsze chciałem prowadzić własny biznes. Jeszcze raz powtórzę: Partie Korwina miały jako jedyne ofertę dla takich ludzi jak ja, którzy nie chcą pracować u kogoś tylko u siebie

 

P.W – Z tego co mi się wydaje Korwin jest jedynym politykiem, który nigdy nie zmienił poglądów.

 

A.D – Tak, to prawda.

 

P.W – Opowiedział pan o przygodzie z pisem, moje następne pytanie dotyczy tego czy popełnił pan jakieś błędy na początku swojej politycznej kariery i których pan żałuje .

 

A.D – pytanie tylko czy to są błędy. Wtedy nie miało się tej świadomości. Nie było tak, że wtedy wiedzieliśmy, że robimy coś głupiego, tylko po prostu uznaje, że troszkę inaczej było być 20 lat nastolatkiem, a inaczej jest dzisiaj. Dzisiaj mamy Facebooka, Twittera, strony internetowe, mamy kontakty do siebie. Widzisz, rozmawiasz właśnie w tym momencie z posłem. Teraz jest to całkowicie normalne. Możesz sobie do mnie zadzwonić, napisać. Możesz mi nawrzucać, że coś tak źle zrobiłem i jestem głupi. 20 lat temu poseł był jak papież. Była to osoba zupełnie nie dostępna, lewitujące gdzie w wielkiej gmachu w którym się rządzi światem, który możemy oglądać tylko w wiadomościach. Zupełnie inaczej to było. Dzisiaj jeżeli chcesz coś powiedzieć Korwinowi to po prostu do niego piszesz i on to przeczyta i usłyszy co o nim sądzisz. 20 lat temu było tak, że nasz prezes wojewódzki UPR jeździł raz w miesiącu na spotkanie z Korwinem Mikke, następnie przyjeżdżał do nas i my mieliśmy po weekendzie spotkanie z szefem wojewódzkim, opowiadał nam, że był na spotkaniu z Korwinem Mikke. Siedzieliśmy wtedy i myśleliśmy ,, Jak fajnie on Korwina spotkał i co Korwin miał do powiedzenia ciekawego”. Gdy pierwszy raz zobaczyłem Korwina w moim życiu to dla mnie było to spotkanie jak z idolem. To był po prostu inny świat jeżeli chodzi o politykę. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Wrzucam coś na FB i od razu od jednego dostaje „like”, od drugiego komentarz ,,super fajnie”, a od trzeciego ,,jak zwykle jesteś beznadziejny”. Tego nie było jeszcze kilkanaście lat temu. Gdybym widział, że to, co robiłem kiedy byłem nastolatkiem to były błędy, to bym skłamał. Świetnie się bawiłem. Zaliczyłem kilka stowarzyszeń i rzeczywiście zaliczyłem też członkostwo w różnych partiach politycznych takich jak Prawo i Sprawiedliwość. Jeszcze raz zwrócę uwagę na to, że byłem nastolatkiem, studentem. Po prostu się dobrze bawiłem w towarzystwie moich przyjaciół. Niektórzy z nich są dalej moimi przyjaciółmi, mimo tego, że drogi polityczne się porozchodziły, albo po prostu ja zostałem w polityce, a oni nie. Nie cofnąłbym tego w jakiś wielki sposób, ostatecznie wyszło dobrze. Niczego nie żałuję. Po tym epizodzie z PiSem zrobiłem wieloletnia przerwę od polityki. Wróciłem dopiero po 6 latach, gdy Korwin założył Kongres Nowej Prawicy. Stwierdziłem wychodząc z PiSu, że od teraz to tylko z Korwinem do końca życia, bo to był jednak błąd, że przenieśliśmy się wszyscy do PiSu, mimo tego że większośc moich kolegów z UPR zrobiła wielkie kariery w PiSie. To nie były błędy, nie kategoryzuje tego jako błąd, chociaż wiem, że jest mi to wytykane regularnie przez różnych złośliwców. Przede wszystkim w internecie.

 

P.W – Zgadzam się z tym, że spotkania z politykami nie są teraz niczym nadzwyczajnym. Z mojej perspektywy, członkini młodzieżówki, też nie jest tak, że traktujemy liderów partyjnych jako nieosiągalnych bogów, bo zdarzają się różne okazje do spotkań.

 

A.D – No właśnie, zmieniło się to zupełnie, bo w tamtym czasie było to absolutnie nie do pomyślenia. O politykach czytało się w gazetach i oglądało się wiadomości. Dostęp osobisty to było coś niesamowitego i niemożliwego. Jeżeli ktoś kogoś znał osobiście to było tak jak dzisiaj znanie Edyty Górniak.

 

P.W – Teraz można nawet śmiało przybić piątkę. Przechodząc do polityki. Jaki jest według pana największy problem polskiej polityki? Chciałby pan coś zmienić?

 

A.D – Gdybym miał powiedzieć jedną rzecz, to bym powiedział, że jest całkowicie losowy  dobór posłów. Ludzie mogą to postrzegać, że posłowie to elita, przynajmniej tak było kiedyś, że jak ktoś jest posłem to jest członkiem elity decydującym o życiu. Uważam, że niestety wielu tych posłów naprawdę nie ma nic do zaoferowania. Są to w dużym stopniu partyjni funkcjonariusze, którzy wykonują polecenia, a nie ludzie, którzy mają rzeczywisty program i plany. Nie są jak my, nie są to marzyciele, którzy chcieliby aby kiedyś świat wyglądał inaczej. Tego mi brakuje. Bardzo cenię sobie to, że mam w swoim otoczeniu takich ludzi, którzy chcą zmieniać świat, przyszli do politykiem nie po to, by zrobić kariery, tylko chodziło im o to aby zrealizować ich program. Tego typu podejścia mi brakuje w PiSie, PO, Lewicy, PSL. Tam ludzie, którzy chcieliby coś zrobić, są przemieszani z ludzmi, którzy po prostu chcą tam siedzieć. To mnie najbardziej martwi, jeżeli mamy z 37 milionowego narodu wybranych 460 ludzi, którzy mają decydować o wszystkim, to wymagałbym żeby w tym gronie nie było nikogo, kto właściwie chce tylko tam siedzieć dla własnych korzyści. Niestety mam takie wrażenie, że tych, którzy chcą po prostu siedzieć w sejmie jest więcej niż tych którzy chcą coś zaoferować. To jest największy problem polskiej polityki. Dlatego prawo, które stanowi nasze rządy jest tak słabej jakości, jest wadliwe, łatwe do krytykowania. Po prostu często robią to ludzie niekompetentni. Widzieliśmy to przy Tarczy Antykryzysowej. Pani Emilewicz jako samozwańcza specjalistka wybrała ekipę posłów PiS, którzy tak stworzyli tarcze antykryzysową, jak im się wydawało, że wygląda świat. Nie pytali się praktyków, ludzi z branży, których ma dotknąć ten kryzys i tych, dla których była ta tarcza, tylko po prostu stworzyli zbiór zasad na podstawie ,,bo wydaje nam się”. To jest to, co najbardziej mnie męczy w polityce.

 

P.W – Myślę, że najgorsze jest przez tych wszystkich karierowiczów jest to, że zwykli ludzie odbierają negatywnie politykę.

 

A.D – Tak. To, że polityk jako polityk zawsze był postrzegany jako złodziej albo darmozjad. Od zawsze tak było. Politycy nigdy nie mieli wielkiego szacunku, natomiast ta klasa polityczna, która mamy obecnie, niezależnie od partii, nie posiada specjalistów. Partie polityczne nie przyciągają fachowców w konkretnych dziedzinach, ponieważ nie mają oferty. Fachowcy na rynku zwykłym zarabiają dużo większa pieniądze, a ponadto nie muszą szarpać się z bandą idiotów, którzy mówią im jak ma być, bo tak sobie coś wyobrażają. Problemem jest także to, że do władzy nie garną się ludzie, którzy są wybitnymi specjalistami w swoich branżach i naprawdę mogliby pomóc w zmienianiu świata. Dlaczego nie ma takich ludzi? Dlatego, że pracują na wolnym rynku, zarabiają dużo większe pieniądze i mają spokój, a polityka nie jest miejscem gdzie można mieć spokój.

 

P.W – Nawet gdy startują ludzie, którzy mają większe kompetencje, to nie są wybierani, ponieważ lud wybiera polityków bez doświadczenia.

 

A.D – Tak, przede wszystkim w polityce najważniejsze jest to, by mieć dobre układy z szefem i wtedy jest wszystko w porządku. Znowu wracam do tego, że ludzie którzy są specjalistami wybitnymi, nie mają czasu na siedzenie na partyjnych zebraniach i próbowanie się podlizać szefowi. Są to ludzie, którzy mają co robić w życiu zawodowym, w związku z czym nie mają czasu na partyjne gierki i walkę o władzę. To też później powoduje, że nie zajmują pozycji na wysokich miejscach na listach do sejmu, tylko gdzieś tam w środku bez szans na wejście.

 

P.W – Z pozytywnych aspektów polityki, co pan najbardziej docenia w swojej pracy?

 

A.D – Możliwość przekonywania ludzi do tego, że to my, ja, mamy racje, na szeroką skalę. Zanim trafiłem do zawodowej polityki, mogłem ją uprawiać na FB, a zanim powstał FB, to mogłem przekonywać tylko grono moich znajomych, że to ja ma racje. Jako przykład mogę podać moja młodzieżowa działalność. Jedną z rzeczy które robiliśmy były debaty i prawybory w szkołach. Zapraszaliśmy wtedy profesjonalnych polityków. W niektórych szkołach dyrekcja nie życzyła sobie polityków i wyznaczali uczniów którzy reprezentowali pewne komitety w ramach lekcji WOS. Byłem uczniem w takiej szkole, gdzie dyrektor nie zgodził się na wizytę polityków, więc nauczycielka WOS podzieliła całą klasę w taki sposób że każdy z nas miał reprezentować innego kandydata na prezydenta. Ja byłem jako Korwin Mikke. Zdarzyło się tak, że w prawyborach wygrał Korwin, tak go reprezentowałem. Dążę do tego, że moje audytorium, gdy nie byłem zawodowym politykiem, to było maksymalnie 200-300 osób w mojej szkole plus moi znajomi i otoczenie. Potem pojawił się FB, to audytorium zrobiło się troszkę większe. W momencie, gdy wchodzi się do polityki zawodowej, pojawia się telewizja, radio, prasa i nagle okazuje się, że to co ja mówię trafia nie do 200 osób, tylko do 20 tysięcy, i to jednego danego dnia! To jest niesamowite i mam wtedy nadzieje, że jeżeli nie będę mówić niczego głupiego, tylko tak, żeby ludzie którzy mnie słuchają pomyśleli, że to co ja mówię nie jest głupie. Jest to niesamowita szansa i niesamowity plus tej sytuacji w której się obecnie znaleźliśmy, czyli Konfederacji. Znaleźliśmy się pierwszy raz w sejmie, gdy dotychczas byliśmy tylko w partiach ideowych, gdzie nie spodziewaliśmy się sukcesu. Jesteśmy w sejmie, z czego się oczywiście cieszymy, ale byliśmy przyzwyczajeni do tego, że się nam nie udaje, ponieważ nie było jak przekazywać naszych poglądów do szerszej publiczności. Z tego się cieszę, że jest szansa abyśmy przekonali więcej ludzi do siebie. Dzięki temu jest szansa, że w przyszłości część z naszych poglądów zostanie zrealizowana.

 

P.W – Prowadził pan szkołę językową. Czy z pozycji nauczyciela ocenia pan, że Polska oświata była dobrze przygotowana do całego zdalnego nauczania?

 

A.D – Nie, oczywiście, że nie. Cała sytuacja Covidowa zmusiła, aby cała edukacja odbywała się na zasadzie sztabu kryzysowego. To nie była zaplanowana sytuacja. Nikt tego nie testował i nie przygotowywał w odpowiedni sposób. Nauczyciele nie mieli odpowiednich narzędzi do tego, by prowadzić zdalne lekcje. Nie było przygotowanych, powiedzmy ,, na zapleczu” zajęć online, które byłyby automatyczne dla uczniów. Program w szkole jest także zbudowany w taki sposób, że oczywiście nauczyciel ma możliwość powiedzieć, aby uczniowie przeczytali sobie dany rozdział z książki, ale wygląda to bardzo źle. Lekcje online są traktowane przez uczniów jak i przez nauczycieli jako coś co jest substytutem, ale absolutnie nie jest tym samym, co byłoby w normalnej szkole. Oczywiście, część nauczycieli była na to bardzo dobrze przygotowana, bo na przykład prowadzą dodatkowe lekcje na skype, ale dla starszych nauczycieli, którzy nie prowadzili nigdy korepetycji i nie używają komputera w taki sposób, był to na pewno jakiś problem adaptacyjny. Pokłosiem lockdownu było zamknięcie szkół, bo nielogicznym byłoby zamknięcie gospodarki, a nie zamknięcie szkół. Nie jestem zwolennikiem tych decyzji, uważam że firmy, jak i szkoły powinny zostać otwarte, Młodzież na tym traci, traci na tym cały rok nauki, dlatego teraz minister edukacji wyszedł i powiedział, że w tym roki egzaminy będą łatwiejsze, ponieważ trzeba dostosować poziom egzaminów do oferty edukacyjnej jaką otrzymali uczniowie, tym samym przyznając, że lekcje przez internet to pic na wodę. Niestety wygląda to bardzo źle, ale jedynym sposobem na poprawę sytuacji jest otwarcie szkół.

 

P.W – Obecnie jestem uczennicą 2 klasy, co w praktyce oznacza, że miałam pół roku zdalnego nauczania w 1 klasie, a teraz się zapowiada na kolejne pół roku zdalnego nauczania w 2 klasie. Matura za rok i praktycznie połowa edukacji licealnej spędzona przed komputerem. Uważam, że także należy zmienić maturę za rok.

 

A.D – Przede wszystkim powinniśmy wrócić do sytemu w którym egzamin wstępny jest egzaminem wstępnym, a nie matura. Maturę kiedyś zdawał każdy jako dowód ukończenia liceum, ale to egzamin wstępny decydował o tym kto wchodzi na studia, a kto nie. W obecnym systemie dodatkowe sztucznie obniżanie już obniżonego progu na zdawanie na poziomie 30% jest komedią. Największym problemem jest to, że matura jest egzaminem wstępnym, a nie to jaki jest jej poziom, poziom matury to kwestia dyskusyjna. Natomiast to, że matura jest przy okazji egzaminem wstępnym, a jej poziom zostanie dodatkowo zaniżony, będzie skutkowało później w negatywny sposób na studiach.

 

P.W – Przechodząc do polityki młodzieżowej. Był pan gościem na Parlamencie Młodych RP. Uważa pan, że takie młodzieżowe inicjatywy mają szansę coś zmienić?

 

A.D – Zmienić za bardzo nie, ponieważ nie mają reprezentacji politycznej, chyba, że byłoby tak, że parlament młodzieżowy ma jeden punkt na którym lobbuje i wtedy ten jeden konkretny punkt mógłby być wizytówką. Dopóki takie inicjatywy nie będą miały swojej reprezentacji politycznej, dopóty skuteczność działania będzie mała, ponieważ wszystko w polityce opiera się na tym kto decyduje, nawet na najniższym poziomie. Jest duża szansa, że taki parlament mógłby być głosem młodego pokolenia przekazywanym dorosłym politykom i to byłoby dobre, ale dopóki nie będzie silnej reprezentacji parlamentu młodych w sejmie, to realizacji projektów nie będzie. Myślę, że jako organizacja, która funkcjonuje jako swego rodzaju rzecznik młodego pokolenia, to parlament młodych byłby naprawdę świetny.

 

P.W – Ma pan jakieś rady dla młodych osób, które chciałyby się zaangażować w przyszłość w dorosłą politykę?

 

A.D – Róbcie wszystko aby nigdy nie być ,,plecakami” posłów tylko bijcie się o własna pozycję. Jest to droga dużo bardziej godna szacunku, czyli nie przebijanie się na zasadzie bycia ,,plecakiem” tylko stawania się kimś ważnym z racji, że posiada się kompetencje i jest się ekspertem w konkretnej dziedzinie. Mamy armię ekonomistów – specjalistów, ale tylko garstka robi coś w polityce. Część jest zawodowymi politykami, ale są też ekonomiści, którzy nie mają nic wspólnego z polityką, ale chętnie się wypowiadają o tym jak powinien wyglądać świat. Są to ludzie których się szanuje, ponieważ są to ludzie, którzy nie są zawodowymi politykami, więc nie mają ,,plamy” i nie muszą się wypowiadać na wszystkie tematy, tylko te najlepiej im znane. Myślę, że to jest najlepszy kierunek, dla osoby która chciałaby się rozwijają w polityce. Męczy mnie fakt, że zawodowy polityk to człowiek, który musi się znać na wszystkim, bo na każdy temat musi się wypowiedzieć. Nie wciskam się do rozmów o środowisku, bo o środowisku wiem tylko tyle, że trawa jest zielona i tak powinno zostać. Wynika to z tego, że się nie znam się, więc się nie wypowiadam. Jak się jest politykiem, to się od nas oczekuje, że będziemy wypowiadali się na wszystkie tematy i w każdej dziedzinie będziemy wielkim autorytetem. Wiem dużo o szkolnictwie, ponieważ uczyłem na każdym szczeblu. Wiem także dużo o prowadzeniu własnego biznesu bo go prowadziłem całe życie, natomiast nie znam się na budowie autostrad. Życzę młodym ludziom, by byli specjalistami w konkretnej dziedzinie.

 

P.W – W końcu polityk to nie bóg i nie musi wiedzieć wszystkiego.

 

A.D – Oczywiście, ale takie jest powszechne oczekiwanie i jest to bardzo przykre. Bardzo łatwo jest zrobić z siebie głupka, gdy idzie rzesza ludzi, która ma pytania ze wszystkich możliwych dziedzin i w każdej dziedzinie trzeba coś powiedzieć. Tak jak powiedziałem, dążyłbym do tego aby polityka się profesjonalizowała i ludzie na stanowiskach byli profesjonalistami. Niestety obecnie coraz bardziej się ona rozmydla, co jest przeciwnym kierunkiem.

 

P.W – Bardzo dziękuje za rozmowę oraz poświęcony czas.

Korekta: Szymon Warsocki