W meandrach zależności makroekonomicznych

Czas czytania: 5 minuty Człowiek współczesny znany jest ze swojej tendencji do krążenia między prawdą, a fałszem. Dzisiejszy świat, w którym kłamstwo jest nierozerwalnie powiązane z prawdą, potrzeba specjalistów.
Czas czytania: 5 minuty

Człowiek współczesny znany jest ze swojej tendencji do krążenia między prawdą, a fałszem. Dzisiejszy świat, w którym kłamstwo jest nierozerwalnie powiązane z prawdą, potrzebuje specjalistów zaczynających swoje wypowiedzi od „To zależy”. Szczególnie w kwestii tak nośnych tematów jak inflacja, deflacja, czy wzrost gospodarczy.

„Wzrost ilości pieniądza w gospodarce oznacza inflację”

Brzmi to bardzo logicznie, prawda? Podświadomie rozumiemy, że jeśli czegoś jest więcej to traci to swoją wartość jednostkową (wniosek płynący z popytu i podaży). Sam wzrost ilości pieniądza w gospodarce jest często utożsamiany z mitycznym dodrukowywaniem pieniądza, aczkolwiek współcześnie ilość pieniądza w gospodarce zwiększa się za pomocą:

  1. Obniżki stóp procentowych, przez co więcej pieniędzy trafia z banku centralnego do pozostałych banków,
  2. Skupu aktywów przez bank centralny, czyli przykładowo zakupu przez bank centralny obligacji rządowych, w skutek czego ponownie na rynek trafiają środki pieniężne,
  3. Interwencji walutowych, gdzie bank za swoje rezerwy złotówek skupuje obce waluty z rynku, zaopatrując w ten sposób rynek w nową podaż pieniądza krajowego. 

Spójrzmy na tę sytuację na modelu rynku pieniądza:

rynek pieniężny: stosunek st. procentowej do pieniądza

Jak widzimy skutkiem takiej polityki (nazywanej ekspansywną polityką monetarną) jest obniżka stóp procentowych na rynku. Stopy procentowe, to cena za udostępnienie komuś własnego kapitału (teoria preferencji płynności Keynesa). W gospodarce występują liczne rodzaje stóp procentowych, obrazujące ceny kapitału na różnych rynkach (rynku międzybankowym, rynku bank centralny- bank itp.), nas będzie interesowała rynkowa stopa procentowa, czyli stopa procentowa na rynku bank-osoba prywatna. Właśnie tą stopę prezentuje na powyższym modelu zmienna „i”. Jej obniżka ma wielorakie skutki m.in. :

  1. Wzrost inwestycji finansowych kredytem krajowym (inwestycje są składnikiem PKB, także obniżanie stóp procentowych uznaje się za jeden z motorów napędzania wzrostu gospodarczego)
  2. Spadek inwestycji zagranicznych i spadek popytu na walutę krajową (może prowadzić do inflacji oraz deprecjacji, przy jednoczesnym wzroście eksportu, znowu składnika PKB)
  3. Inflacji z RÓWNANIA FISHERA

Właśnie ten trzeci podpunkt budzi największe kontrowersje w środowisku naukowym. W wielu pozycjach naukowych można spotkać się z definicją inflacji jako „wzrost podaży pieniądza w gospodarce”, zamiast bardziej neutralnej definicji: „wzrost średniego poziomu cen w danej gospodarce w danym czasie”. Dlaczego nie do końca podoba mi się ta pierwsza definicja? Brakuje w niej moim zdaniem silnego podkreślenia warunku CETERIS PARIBUS.

Tak jak przedstawiłem powyżej, obniżka stopy procentowej w wyniku wzrostu podaży pieniądza, może prowadzić do wzrostu gospodarczego, który mógłby m.in. spowodować wzrost popytu na pieniądz z motywu transakcyjnego. Przekładając języka z ekonomicznego na ludzki, wzrost gospodarczy może być przyczyną wzrostu zapotrzebowania na pieniądz, gdyż bogacąc się, będziemy potrzebowali więcej pieniędzy na codzienne wydatki. W skutek tego, popyt na pieniądz wzrośnie i nie zaobserwujemy inflacji. Jest to omówione w przytoczonym wcześniej równaniu Fishera:

M × V = P × Y

Gdzie M – ilość pieniądza, V- szybkość obiegu, P- ceny, Y- wielkość produkcji.

Na potrzeby definicji inflacji z ilością pieniądza często skraca się to równanie do postaci:

ΔM = ΔP
Y, V - const

I właśnie to założenie o stałości produkcji, wynikające z dogmatu o neutralności pieniądza (wartości monetarne nie wpływają na wartości realne), może prowadzić do zupełnie mylnego zrozumienia tej zależności makroekonomicznej.

„Deflacja jest dobra, bo ceny będą coraz niższe”

Ten mit możemy obalić za pomocą zjawiska deflacji długu, ekstremalnie niebezpiecznego z perspektywy gospodarki całkowitej. W warunkach rezerw cząstkowych (banki posiadają zobowiązania wielokrotnie większe od swoich rezerw), machinacje długiem mogą doprowadzić do upadku całego systemu finansowego.

W warunkach deflacji wzrasta wartość pieniądza, czyli wzrasta również wartość długu, prowadząc najpierw do bankructw prywatnych kredytobiorców (objawia się to często np. kryzysem na rynku nieruchomości), a następnie bankructwem banków i innych instytucji finansowych, co jeszcze bardziej potęguje panikę rynkową, czyli pierwotną przyczynę deflacji, tworząc ekonomiczne perpetuum mobile.

Oczywiście, jeśli nasza gospodarka byłaby mniej zadłużona, to tzw. „produktywna deflacja” postulowana przez m.in. Austriacką Szkołę Ekonomii miałaby rację bytu. Akumulacja kapitału byłaby w takich warunkach praktycznie nieskończona, bo nie musielibyśmy się liczyć z efektem drenażu podatkowego oraz spadkami wartości pieniądza w czasie.

Niemniej jednak, taki kierunek prowadzenia polityki makroekonomicznej oznaczałby praktyczną rezygnację z możliwości popytowego napędzania gospodarki za pomocą wydatków rządowych, czy mnożnika kreacji pieniądza. To znacząco ograniczyłoby wpływ polityk gospodarczych oraz systemu finansowego na rynek. Trudno określić, czy przyniosłoby to pozytywne, czy negatywne skutki.

W taki sposób często tłumaczymy sobie powstawanie inflacji, podczas gdy wytłumaczenie tego zjawiska jest o wiele bardziej skomplikowane. Przez wyrażenie „rząd dodrukowuje pieniądze” możemy rozumieć:

         „Rząd dodrukowuje pieniądze”

  1. Bank centralny obniżył stopę rezerw obowiązkowych i banki komercyjne mają więcej środków w depozytach, dzięki którym napędzą akcję kredytową i zwiększą ilość pieniądza w obiegu – ŚRODKI PRZECHODZĄ Z BANKU CENTRALNEGO DO BANKÓW I PÓŹNIEJ DO OSÓB PRYWATNYCH W RAMACH KREDYTÓW
  2. Rząd wypuszcza obligacje dzięki którym finansuje swój deficyt budżetowy- ŚRODKI PRZECHODZĄ OD OSÓB PRYWATNYCH DO RZĄDU I PO LATACH SPOWROTEM DO OSÓB PRYWATNYCH RAZEM Z ODSETKAMI
  3. Bank centralny skupuje aktywa finansowe z rynku płacąc za to gotówką: ŚRODKI PRZECHODZĄ Z BANKU CENTRALNEGO DO PRYWATNYCH OSÓB, A DO BANKU CENTRALNEGO IDĄ AKTYWA FINANSOWE

Zwiększamy podaż pieniądza, realizując ekspansywne polityki gospodarcze, mając na celu pobudzenia gospodarki. Kosztem takich działań jest zazwyczaj inflacja. Niemniej same procesy zwiększania podaży pieniądza są wieloetapowe i nie sprowadzają się wyłącznie do „dodrukowywania przez rząd pieniędzy”. 

Maciej Bylica

Krakowskie Koło Ekonomiczne
Krakowskie Koło Ekonomiczne
Artykuły: 5